Doktor Strange – recenzja

Wraz z każdą kolejną premierą kinową zdaje się, że superbohaterowie i kultowe postaci komiksowe biją się między sobą o uwagę widza w coraz bardziej „dowolnym” stylu. Film goni film, dlatego nawet zagorzali miłośnicy poszczególnych uniwersów mogą nie nadążać za datami odsłon wizualnych ulubionych bohaterów. Czy to Marvel, czy DC, za każdym razem czekamy na moc emocji. Dla mnie, jako nie wkręconej w szeroko pojęty świat fantastyki, ważne jest to, żeby film przytrzymał mnie za gardło. W porządku, nie musi to być od razu „hitchcockowski suspens”, walka rodem z Tarantino czy psychologia postaci Finchera. Wystarczy, że nie będę się nudziła ani przez chwilę i zrobi mi się przyjemnie na myśl o kontynuacji. (Tak, na sequele nie kręcę nosem.)
Czy jest tak z „Doktorem Strange’em”? Czy producenci postawili na „dobrego konia” wybierając Scotta Derricksona reżyserem widowiska? Wreszcie czy sensownie skompletowano obsadę? I… Po co to wszystko?

PS Gościnnie film zrecenzował ze mną Krzysztof Lenarczyk.

(Recenzja pochodzi z magazynu filmowego Jak się patrzy w Radiu Centrum.)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *