Światło między oceanami – recenzja

O dramacie „Światło między oceanami” było głośno już przed jego premierą podczas MFF w Wenecji. Głównie dlatego, że występuje w nim jedna z najgorętszych obecnie hollywoodzkich par, czyli Alicia Vikander i Michael Fassbender, a po drugie dlatego, że wyreżyserował go Derek Cianfrance – autor uwielbianego melodramatu „Blue Valentine”. Reżyser jest także autorem scenariusza adaptowanego, powstałego w oparciu o tak samo zatytułowaną powieść australijskiej pisarki M.L. Stedman.

Przenosimy się do lat 20. XX wieku. Poznajemy Toma – weterana I wojny światowej, który powraca do Australii, chcąc odpocząć, wyciszyć się i zapomnieć o całym zgiełku, który towarzyszył mu w ostatnim czasie. Mężczyzna wymyśla plan na życie – chce zostać latarnikiem. Sytuacja układa się dla niego pomyślnie, bo okazuje się, że na niewielkiej wyspie Janus, u której brzegów mieszają się wody Oceanu Atlantyckiego i Spokojnego, zwolniła się właśnie posada. Tuż po przybyciu Tom otrzymuje kilkumiesięczną umowę, po czym zostaje przedstawiony mieszkańcom miasteczka portowego. Poznaje także młodszą od siebie, piękną i odważną w nawiązywaniu nowych znajomości Isabel. Gdy okazuje się, że Tom ma szansę zostać na Janus znacznie dłużej, po wielu wymienionych z dziewczyną listach, oświadcza się Isabel. Odbywa się ślub, małżonka Toma wprowadza się na wyspę, codzienne życie płynie sielankowo, jednak nagle dobra passa urywa się. Wówczas serca widzów mają szansę bić coraz mocniej, bo udzielają się nam większe emocje. Nad bohaterami gromadzą się z dnia na dzień ciemniejsze chmury, jednak pewnego dnia, w bolesnych i dość makabrycznych okolicznościach, Isabel i Tom odnajdują radość. Wystarczy jednak stwierdzić, że ta niespodziewana radość jest okupiona niepokojem i wewnętrzną rozterką, w głównej mierze Toma. Isabel, używając siły perswazji i uroku osobistego, niejako wymusza na przywiązanym do rutyny i działania zgodnie z przyjętymi regułami małżonku, by zaufał jej planowi i złamał swój żelazny kodeks.

Celowo nie zdradzam Wam, jakie to wydarzenie odmienia życie bohaterów „Światła między oceanami”, bo od tej chwili akcja się zagęszcza. Reżyser, szczęśliwie, nie poszedł w banał, a naprawdę frapująco poprowadził opowieść. Śledzenie przebiegu akcji filmu bez uprzedniego odkrycia wszystkich detali scenariusza daje satysfakcję i wówczas tylko działa na wrażliwość tak, jak powinien. Odczucie satysfakcji wzmacnia aktorskie trio Vikander – Fassbender – Weisz, bo każde z aktorów, błyszcząc na ekranie, koncertowo wcieliło się w swoją (dobrze napisaną) postać. Jednocześnie ani Weisz, ani Fassbender, a tym bardziej rozchwytywana ostatnio Vikander nie przysłónili jedno drugiego. Historia jest tak wymowna, bo stworzyli rewelacyjnie współgrającą ekranową ekipę.
Film Cianfrance’a jest rytmiczną, pełną nostalgii, melancholii i bólu opowieścią o kobiecości, małżeństwie, a ponad wszystko i miłości, która niesie cierpienie tak samo, jak niewymowną radość. Jest w tej historii coś w rodzaju konfliktu tragicznego, bo pojawia się tu element tak zwanych „wspólników zbrodni”. Jest sugestywnie zrealizowany motyw matczynej miłości oraz walki o dobro swoje i innych. Dramat zawiera też mądre spojrzenie na trudną sztukę kompromisu, temat nieuchronności losu, radzenie sobie z wyrzutami sumienia, więc wychodzi na to, że sporo w nim filozofii. Nie obawiajcie się, nie jest przeintelektualizowany, a bardzo ludzki. Przecież odwaga, umiejętność radzenia sobie z tym, co przynosi nam los i sztuka wybaczania każdego z nas, na różnych etapach życia, skłonią do głębszych przemyśleń. Ten film ma potencjał być kolejnym, ważnym filmowym narzędziem do zagłębienia się w swoje wnętrze. Obyśmy tylko nie stawali przed tak trudnymi wyborami, jakich muszą dokonać bohaterowie filmu Cianfrance’a.

Epicki styl opowiadania, nieco po macoszemu ostatnio traktowany w kinie, w połączeniu z przepięknymi kostiumami, scenografią, zdjęciami i współgrającą z warstwą wizualną muzyką Alexandre’a Desplata zaowocował naprawdę niezłym melodramatem. Każdego z nas poruszy, być może, zupełnie inny detal tej opowieści, jednak nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której seans tego tytułu będzie wiązał się z obojętnością.

„Światło między oceanami”, reż. Derek Cianfrance (2016)
Ocena: 7/10

(Recenzja ukazała się 25.11.2016 r., w magazynie filmowym Jak się patrzy na antenie Radia Centrum.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *