John Hurt.

To bardzo osobisty wpis. Pierwsza informacja, która dziś do mnie dotarła brzmiała: Sir John Hurt zmarł w wieku siedemdziesięciu siedmiu lat na raka trzustki.

Legenda. Mistrz w swoim fachu. Uznany wybitnym.

Jeden z tych twórców, którzy ukształtowali moje spojrzenie na sztukę aktorską i na kinematografię w ogóle. Ujrzenie go na ekranie albo, chociażby, usłyszenie jego wyjątkowego głosu za każdym razem wywoływały na mojej twarzy uśmiech. Robiło mi się ciepło na sercu, bo – czy to w roli, czy podczas wywiadu lub pozując do zdjęć – zawsze niewymownie pięknie się uśmiechał. Emanował uczuciem. Biło od niego coś nie do końca uchwytnego… Miał tę (zanikającą) zdolność przekonania widza, że jest postacią. Mijało kilka sekund i byłam pewna, że nie blefuje. Wiedziałam, że daje z siebie wszystko, pomimo niebywałej lekkości wyrazu. Talent, pracowitość i czar – atut nie do podrobienia.

Angażował się nawet w kilka przedsięwzięć aktorskich rocznie – na deskach teatru, w telewizji i w kinie. Na srebrnym ekranie gościł ponad sto dwadzieścia razy. Był popularny zarówno w Europie, jak i w Hollywood. Dwukrotnie nominowano go do Oscara. Trzykrotnie, w tym za „wybitny brytyjski udział w kinie” otrzymał BAFTA, raz Złoty Glob. Podejmował wyzwania. Otwierał się na różne gatunki, jego filmografia jest urozmaicona ze względu na nazwiska reżyserów oraz bogactwo postaci. Czasami nie do poznania w charakteryzacji, jednak wyrazisty nawet w niewielkich, drugoplanowych rolach.

Max, w „Midnight Express” Alana Parkera, to On.
John Merrick, tytułowy bohater „Człowieka słonia”, to On.
Kane, pierwsza ofiara Ksenomorfa w „Obcym. Ósmym pasażerze Nostromo, to On.
Zbuntowany wobec Wielkiego Brata Winston, w ekranizacji powieści Orwella „1984”, to On.
Hadden, z „Kontaktu” Roberta Zemeckisa, to On.
Pan Ollivander, sprzedawca różdżek w świecie czarodziejów przy ulicy Pokątnej, to On.
Profesor archeolog, w filmie „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”, to On.
Kontroler, w „Tinker Taylor Soldier Spy” Tomasa Alfredsona, to On.
Marlowe, przyjaciel wampirzycy Eve w romansie „Tylko kochankowie przeżyją”, to On.
Ksiądz, w biograficznym dramacie „Jackie” (który będziemy oglądać za tydzień), to On.

Gdy powiedział kiedyś głośno w szkole, że marzy o zostaniu aktorem, dyrektorka poradziła mu wybić sobie ten cel z głowy dodając, że nie ma najmniejszych szans.
Chłopak był oddany swojej pasji.

Dzisiaj po nim płaczę, bo dał mi: strach, przerażenie, obrzydzenie, niepewność. Dał mi też: spokój, siłę, mądrość, opanowanie, radość i miłość. Odeszła mała, ale cholernie istotna, cząstka mojego świata.
Aktor, jakich już nie ma. John Hurt.

Dziękuję.


___
PS W 1982 roku John Hurt wystąpił w teledysku do utworu „Take It Away” Paula McCartneya:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *