Meryl. I wszystko jasne.

Mniejsza o nagrody, tytuły. Poznałam się na niej, gdy jeszcze nie miałam pojęcia, jak uznaną „figurą” jest w branży. Pewnie, że tak samo myślą tysiące innych ludzi, ale to nic nie zmienia. Tak jak trafia do umysłów i serc tamtych, tak samo osobiście działa na mnie.

„Wybór Zofii”, „Sprawa Kramerów”, „Pożegnanie z Afryką”„Bridges of Madison County”, „Łowca jeleni” czy „Pocztówki znad krawędzi” – wydaje mi się, że ciężkie w wymowie filmy z jej udziałem obejrzałam, gdy byłam jeszcze zbyt młoda i zbyt głupia. Jednak to wtedy ujęła mnie i zatrzymała przy sobie. Prawdą, mistrzowsko przez nią samą reżyserowaną emocjonalnością oraz naturalnością (nie definiowaną przez „klasyczne”, hollywoodzkie piękno). Wzięło mnie totalnie! Kupiłam jej talent, bez zastrzeżeń. Nie pomyliłam się. Po latach, wyżej wymienione zalety uzupełniam o: zaangażowanie, odważne wyrażanie własnego zdania, prostolinijność, poczucie humoru i dystans.


Wszystkie te cechy sprawiają, że to nie posągowa dama, dzierżąca dumnie trzy Oscary i wywołująca jedynie obojętność. To emanująca klasą kobieta, która wie, co i jak powiedzieć i zawsze mówi to tak prawdziwie, że skóra cierpnie. Za słowami idą czyny i to cenię najbardziej. Zarażająca uśmiechem, „równa babka”, ulubiona przyjaciółka z wielkiego ekranu. Przyjaciółka, która – nawet jeżeli nigdy nie zmieni się perspektywa naszej „relacji” – jest niezawodna.

Dzisiaj świętuje najlepsza aktorka pod słońcem. Moja najukochańsza, zdania nie zmienię.

Meryl Streep ma 68 lat.
Wszystkiego najlepszego!

(Mogłaby przeczytać instrukcję obsługi pralki automatycznej, a zachwyciłaby tak samo, jak robi to na wielkim ekranie! 😉)

__
Fot. Brigitte Lacombe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *