Zimna wojna – recenzja

Potwierdziły się zachwyty, które docierały do nas z Cannes, od chwili pierwszej prezentacji filmu w konkursie głównym. Tak jak Julianne Moore, Cate Blanchett czy Benicio del Toro, zakochałam się w Zuli (Joannie Kulig) i Wiktorze (Tomaszu Kocie) oraz w całej wyrazistej, przemyślanej i spójnej wizji Pawła Pawlikowskiego. Jako że powyższe zdanie jest przypuszczalnie jedynym, w którym umieszczam swoje imię obok wielkich artystów, to jeszcze kilka słów uzasadniających zachwyt.

Opowieść o (niemożliwej) miłości – bez patosu.
O namiętnościach – bez przerysowania. O silnych związkach – z wyczuciem i mądrością.
Bez zbędnych obrazów i dialogów. Oszczędna i nienachalna, a jednocześnie bogata w treść.
Przepełniona nostalgią i poważna, ale rozładowująca humorem siłę rażenia.

Intryguje, hipnotyzuje, uwodzi.
Osiada bolesnym ciężarem, a jednocześnie cieszy.
Nie daje się zapomnieć.

„Dwa serduszka, cztery oczy”… Ilekroć utwór wybrzmiewa w tej historii – wywołuje emocje. Różnorodne, zawsze silne.

„Zimna wojna” jest wysmakowana, a zarazem bardzo przystępna. Dość powiedzieć, że polska kinematografia ma się coraz lepiej właśnie dzięki tak świadomym twórcom, jak Pawlikowski.

(* „Idę” nagrodzono Oscarem w 2015., nie w 2014 roku.)

Premierowo film zrecenzowałam z Wiktorią Policha. Magazyn filmowy „Jak się patrzy”, Radio Centrum, 8 czerwca 2018 roku.
Odsłuchajcie!

_____

fot. materiały promocyjne dystrybutora filmu „Zimna wojna”, aut. Łukasz Bąk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *