Ulubione filmy 2013 roku

Cykl „najlepsze filmy lat 2010.”
Nie było mi łatwo wybrać. Nie zdecydowałam się na pojedynczych przedstawicieli każdego rocznika, bo to byłoby zbyt brutalne.
Tym samym przedstawiam Wam 60 wybranych tytułów (niemniej jednak wśród nich jest mój ulubiony obraz XXI wieku).

Rok 2013. – 3 tytuły.

Oto filmy ze świata, które miały polską premierę w 2013 roku (lub nie trafiły na nasze ekrany, ale miały wtedy premierę festiwalową lub kinową, gdzieś na świecie) i które gorąco polecam.
Wybierzcie coś dla siebie!

„Polowanie”, reż. Thomas Vinterberg
Film, który ogląda się z rosnącym zdenerwowaniem i poczuciem przygnębienia. Znakomite role, na czele z Madsem Mikkelsenem, w pełni oddanym wcieleniu się w Lukasa. W tle przepięknie sfilmowane polowania na zwierzynę, zaś na pierwszym planie zmaganie się przedszkolnego nauczyciela z oskarżycielami, którzy nie zamierzają kierować się zasadą domniemania niewinności. Mężczyzna wpada w sidła ludzkiej bezduszności.
Wydarzenia z duńskiej prowincji, jak w soczewce skupiają wyobrażenie nasilenia się przyszłych problemów zachodnich społeczności, które decydują się na stawianie płotów, a nie skupienie na otwartości, życzliwości i mądrym osądzie.
Lukas jest bohaterem tragicznym, który niczym mityczny Syzyf pcha swój głaz pod górę, a z każdej strony lecą ku niemu mające sprawić ból kamienie. Nie wiem, czy bardziej kibicuje się głównemu bohaterowi, czy bardziej złości się na jego oprawców. Pewne jest, że „Polowanie” ma moc autentycznego wstrząśnięcia widzem. Psychologiczna perła w kinie, ale przecież Vinterberg z tego właśnie słynie! (Zarymowało się, więc to prawda.)

„Koneser”, reż. Giuseppe Tornatore
Tornatore ma tę cechę, że potrafi zrobić pozornie mały – wielki film. Zaufałam mu po przejmujących seansach „Cinema Paradiso”, „Czystej formalności” i „Maleny”, więc wiedziałam, że wraz z „Koneserem” dostarczy niezapomnianych przeżyć. Brzmi to być może błaho, ale jestem przekonana, że tych obrazów nie da się wyrzucić z pamięci. (Tu „obrazy” mają szczególne znaczenie…)
Mój ulubieniec Geoffrey Rush występuje w kolejnej wielkiej roli, tym razem – dyrektora galerii sztuki, znawcy dzieł. Partnerują mu m.in. Donald Sutherland, Sylvia Hoeks i Jim Sturgess. Opowieść o tym, że nie ma mocnych na stan zakochania, a gdy traci się głowę, można stracić naprawdę wiele oraz o tym, iż nawet chorobliwie kontrolującym swe życie jednostkom los może brutalnie pokrzyżować plany. Tornatore tak sprawnie myli tropy, że ten tytuł docenia się za zaskoczenie, które funduje. Niebanalny, szczególnie dla tych, którzy w zabieganiu skuszą się na dwie godziny niespiesznej, klimatycznej, bez zbędnych fajerwerków skonstruowanej filmowej przygody.

„Chce się żyć”, reż. Maciej Pieprzyca
Paleta barw kadrów może z początku sugerować, że twórcy wrzucają nas w bagno przygnębienia. Zwłaszcza, że wiemy, kto jest bohaterem filmu. To chłopak z mózgowym porażeniem dziecięcym, któremu otoczenie nie daje szans na godne życie. Ma być rośliną i z tym się trzeba pogodzić. Narracja z offu podpowiada jednak, że Mateusza charakteryzuje dystans i szczególnie ujmujące, błyskotliwe poczucie humoru. Film wciąga niczym bagno, ale jest raczej jak spacer po spowitym o świcie mgłą lesie, z którego wychodzimy na skąpaną w słońcu bezkresną polanę. Jak uniwersalnie i bez krzty patosu mówić o niepełnosprawności? Odpowiedz znajdziecie u Pieprzycy.
Dawid Ogrodnik w szczególnie wymagającej roli, roli życia, a u jego boku świetni: Kolak, Nehrebecka i Jakubik. Kilka scen (na przykład ta przed komisją lekarską) wyryje się niejednemu w pamięci. I znowu: gdyby to było (a mogłoby być) dokonanie z Hollywood, to posypałyby się nagrody. Obchodząc małomiasteczkowe utyskiwanie, „Chce się żyć” się chłonie jednym tchem i szczerze się uśmiecha – w przypadku wrażliwszych – przez łzy.

Dzielcie się spostrzeżeniami, dotyczącymi wybranych przeze mnie filmów, dodawajcie swoje ulubione, odzywajcie się. 🙂
/ Marta

_____
fot. materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *