Ulubione filmy 2015 roku

Cykl „najlepsze filmy lat 2010.”
Nie było mi łatwo wybrać. Nie zdecydowałam się na pojedynczych przedstawicieli każdego rocznika, bo to byłoby zbyt brutalne.
Tym samym przedstawiam Wam 60 wybranych tytułów (niemniej jednak wśród nich jest mój ulubiony obraz XXI wieku).

Rok 2015. – 6 tytułów.

Oto filmy ze świata, które miały polską premierę w 2015 roku (lub nie trafiły na nasze ekrany, ale miały wtedy premierę festiwalową lub kinową, gdzieś na świecie) i które gorąco polecam.
Wybierzcie coś dla siebie!
Wpisy obejmujące lata 2015 – 2018 będą znacznie mniej obszerne, bo znajdziecie tu trochę linków do moich recenzji pisanych na Nakręconej oraz do odsłuchu recenzji z radia.

„Mad Max: Fury Road”, reż. George Miller
Co tu dużo mówić: mistrz Miller zamyślił sobie i pokazał światu jeden z najlepszych filmów akcji w historii kina. W tym tysiącleciu – na pewno mój ukochany.
A za czepianie się Furiosy, to raczej tracę do kogoś (przynajmniej promil) szacunku.
Recenzja „Mad Max: Fury Road” (magazyn filmowy Jak się patrzy”)

„Whiplash”, reż. Damien Chazelle
Pełnometrażowy reżyserski debiut Chazelle’a jest dotąd dziełem Kanadyjczyka, który robi na mnie największe wrażenie. „There are no two words in English language more harmful than >good job<” – obok szeroko cytowanego „not quite my tempo”, świetny cytat, ze świetnej sceny tego zachwycającego filmu.
Recenzja „Whiplash” (magazyn filmowy Jak się patrzy)

„Timbuktu”, reż. Abderahmane Sissako
Przejmujący dramat, który oglądałam, siedząc jak na szpilkach. Warstwa muzyczna sprawia, że całość powala. Nie do wyrzucenia z pamięci, bo w sumie po ponad czterech latach czuję się, jak tuż po wyjściu z kina.
Recenzja „Timbuktu” (magazyn filmowy Jak się patrzy)

„Birdman”, reż. Alejandro González Iñárritu
Wybitne zdjęcia Emmanuela Lubezkiego, znakomite kompozycje (debiutującego w filmowym pełnym metrażu) Antonio Sancheza, idealny casting (na czele z wrośniętym w rolę upadającego aktora Michaelem Keatonem), wiele powalających dialogów, styl nie do podrobienia – złożyły się na jeden z najciekawszych obrazów XXI wieku. Lata mijają, a mam wrażenie, że jeszcze długo będę go odbierała jako nowatorski i przebogaty, do wielopłaszczyznowego odkrywania i zachwycania się.
Z jednej strony jest szalony, z drugiej – bardzo przyziemny. Bezkompromisowy. Zdaje się, że albo go lubisz, albo odrzucasz, jak całe wielce artystyczne kino Iñárritu.

„Amy”, reż. Asif Kapadia
Najbliższy mi film dokumentalny, jaki widziałam. Film, rzucający nowe światło na życie i śmierć jedynej takiej artystki, Amy Winehouse.
Recenzja „Amy”

„Stare grzechy mają długie cienie”, reż. Alberto Rodríguez
Film z klimatem – dokonanie Hiszpana mogłabym podawać za przykład takowego.
Zdjęcia są tu w stylu „Sicario”, ale chyba nawet lepsze, bo wszystko jest tu maksymalnie stylowe, a jednocześnie intensywnie nienachalne. Mięsista opowieść kryminalna, w której wszystko się zgadza. Historia, aktorzy, napięcie… Świeży film (także ze względu na „nieopatrzone” twarze i „odległość” od Hollywood, chociaż w niczym nie ustępuje poziomowi najgłośniejszych amerykańskich produkcji). W niektórych składowych się zakochałam, na przykład w kadrach moczarów, w których brodzą – pochłonięci swoim detektywistycznym wyzwaniem i innymi (mrocznymi) pobudkami – bohaterowie.
Film, jakich mało. Dla fanów kryminałów i tajemnic jest pozycją obowiązkową.

Dzielcie się spostrzeżeniami, dotyczącymi wybranych przeze mnie filmów, dodawajcie swoje ulubione, odzywajcie się. 🙂
/ Marta

_____
fot. materiały prasowe dystrybutorów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *