Ulubione filmy 2016 roku

Cykl „najlepsze filmy lat 2010.”
Nie było mi łatwo wybrać. Nie zdecydowałam się na pojedynczych przedstawicieli każdego rocznika, bo to byłoby zbyt brutalne.
Tym samym przedstawiam Wam 60 wybranych tytułów (wśród nich jest, oczywiście, mój ulubiony obraz XXI wieku).

Rok 2016. – 8 tytułów.

Oto filmy ze świata, które miały polską premierę w 2016 roku (lub nie trafiły na nasze ekrany, ale miały wtedy premierę festiwalową lub kinową, gdzieś na świecie) i które gorąco polecam.
Wybierzcie coś dla siebie!
Wpisy obejmujące lata 2015 – 2018 będą znacznie mniej obszerne, bo znajdziecie tu trochę linków do moich recenzji pisanych na Nakręconej oraz do odsłuchu recenzji z radia.

„Paterson”, reż. Jim Jarmusch
Tytułowy Paterson (znakomity Adam Driver) i jego eteryczna żona Laura (Golshifteh Farahani) zostali stworzeni po to, by pokazać nam, że szczęścia nie trzeba szukać daleko. Nie trzeba lecieć w kosmos, by czuć się spełnionym. Nie należy podążać wydeptanymi ścieżkami tylko dlatego, że tak łatwiej i że można wówczas liczyć na „święty spokój”. Może się bowiem okazać, że takie nastawienie okaże się zwodnicze.
Paterson całym sobą świadczy, że marzycielstwo, powolność, zwyczajność i wszystko, w co wkładamy serce są w porządku i że najważniejsze to dbać, by nikogo swoim postępowaniem nie zranić. Jarmusch po raz kolejny okazał się spryciarzem, który posługując się subtelnym żartem, uśmiechem czy skupieniem naszej uwagi na psie bohaterów przemyca życiowe prawdy najtrafniej jak się da.
Jedni ten film przytulą w duszy, czując kojące ciepło, w innych wzbudzi niemały dyskomfort. Ręczę, że historii poety kierującego miejskim autobusem nie zapomnicie.
Recenzja „Paterson” (magazyn filmowy Jak się patrzy)

„Pokój”, reż. Lenny Abrahamson
Tak pisałam o nim pod koniec 2016 roku:
Można byłoby o niej dyskutować długo i za każdym razem odkrywać nowe znaczenia. Nagrodzona Oscarem Brie Larson i – co według mnie kuriozalne – nie wyróżniony chociażby oscarową nominacją dziesięcioletni Jacob Tremblay stworzyli jedną z najwspanialszych ekranowych par. Myśląc o „Pokoju” jedenaście miesięcy od pierwszego i, jak dotąd, ostatniego seansu (chyba nie jestem gotowa na potężny wysiłek emocjonalny), czuję te same dreszcze, to samo napięcie. Bez wątpienia „Pokój” zapisuję wśród najbliższych mi, najbardziej osobistych przeżyć, jakie dane mi było wynieść z kina. Uważam, że to film niesłychanie wartościowy, doskonale trafiający w moją wrażliwość i pierwszorzędnie wpisujący się w pojęcie o „ponadczasowym dziele filmowym”, które ukułam sobie na przestrzeni lat.
Recenzja „Pokój” (magazyn filmowy Jak się patrzy)
Po prawie czterech latach od pierwszego, bardzo poruszającego, seansu emocje nie są już we mnie tak silne, aczkolwiek pomysł Abrahamsona oraz ekranowa współpraca Larson i Tremblaya wciąż robią ogromne wrażenie.

„Spotlight”, reż. Tom McCarthy
Wspomnienie tego seansu wciąż wywołuje we mnie dreszcze.
Tego typu filmy określam mianem „gadanych”, więc jeżeli dialogi i kino śledcze nie wywołuje „alergii”, to warto nadrobić zwycięzcę Oscara.
Recenzja „Spotlight” (magazyn filmowy Jak się patrzy)

„Kubo i dwie struny”, reż. Travis Knight
Tak pisałam, podsumowując 2016 rok.
To, co dostałam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Oniemiałam. W 1997 roku obejrzałam „Króla lwa” po raz pierwszy. Nigdy, absolutnie nigdy później nie widziałam filmu animowanego równie pięknego, równie dopieszczonego i mądrego jak ten ulubiony. Tak, od grudnia 2016 roku są w moim życiu dwie animacje: „Król lew” i „Kubo i dwie struny”. Później długo, długo nic. Opowieść zakorzeniona w kulturze Dalekiego Wschodu, na ekranie: grający na gitarze i tworzący origami chłopiec bez oka, jego chora mama, małpa i samozwańczy samuraj uwięziony w pancerzu chrabąszcza – wszyscy kukiełkowi. Sam opis raczej mnie odrzuca niż porywa. Okazało się, że nic z tych rzeczy. Odrzuciłam uprzedzenia, nastawienie przed seansem. Trzeba przekonać się na własnej skórze. Wrażliwością i sposobem klasyfikowania rzeczy „ważnych” i „ważniejszych” w życiu różnimy się, jasne. Byłabym jednak zaskoczona, gdybym znalazła osobę, której tytułowy bohater filmu i poetyka „Kubo i dwie struny” zupełnie nie poruszyły.
Recenzja „Kubo i dwie struny” (magazyn filmowy Jak się patrzy)
„Kubo…” wciąż mocno tkwi w mojej świadomości.

„Mustang”, reż. Deniz Gamze Ergüven
Dramat wyreżyserowany przez kobietę, na podstawie scenariusza napisanego przez Ergüven oraz Alice Winocour, o kobietach, ale nie tylko dla kobiet. Opowiada o pięciu młodziutkich siostrach, mieszkających kilkaset kilometrów od Stambułu, wychowywanych przez restrykcyjną babcię i wuja, którzy chcą je jak najprędzej i jak najdostatniej wydać za mąż. Sytuacja geopolityczna kraju półksiężyca w alegorycznej pigułce. Film, który otwiera oczy na słabo nam znane tureckie realia, jednocześnie skłaniając do refleksji dotyczącej uniwersalnych problemów. Prócz przeżywania osobistej tragedii pięciu sióstr, z którymi wyjątkowo łatwo przychodzi nam się utożsamić, otwiera się przed nami możliwość daleko idących rozważań. Łatwo, w trakcie i po seansie, zastanawiać się nad: konserwatyzmem i postępowością, kobiecością, stylami wychowawczymi, dojrzewaniem, nieokiełznaną młodością, siłą charakteru, walką o siebie czy determinacją w pogoni za marzeniem. Doskonała muzyka Warrena Ellisa, klimatyczne zdjęcia, sugestywne kreacje młodych aktorek i klamra scenariuszowa – przede wszystkim stanowią o ponadczasowości dzieła. Bezkompromisowe, wielkie kino, które martwi, wzrusza i otwiera oczy.
Recenzja „Mustang” (magazyn filmowy Jak się patrzy)

„Służąca”, reż. Chan-wook Park
Film koreańskiego mistrza thrillera kryminalnego, Chan-wook Parka, reżysera niepokornego („Oldboy”), zachwyca. Nie tylko warstwą wizualną, świeżością aktorską i atmosferą idącą za osadzeniem akcji w Azji lat 30. XX wieku, ale przede wszystkim konsekwencją narratorską. Dopracowany w szczegółach scenariusz, absolutny brak naiwności i rozpoznawalny styl „igrania” z widzem sprawiły, że historię chłonęłam całą sobą. Park dopełnił „Służącą” swoją tzw. trylogię pożądania (po „Pragnieniu” i „Stokerze”). Zrobił to dobrze, bardzo dobrze! Użył środków tyle prostych, co skomplikowanych, poszerzając ramy gatunkowe dzieła. Jestem przekonana, że efekt jest tak zadowalający, bo jest on reżyserem, który od siebie samego i od swoich widzów wymaga naprawdę sporo wysiłku intelektualnego i szeroko pojętej tolerancji. Daje w zamian film, który szybko nie ulatuje z pamięci, co więcej – niektóre sceny zapadają w nią szczegółowo i stanowią wspomnienia, do których chce się powrócić.
Pożądanie, piękne kłamstwo, wyrafinowana zemsta – wszystko się zgadza. Opłaca się dać się uwieść tej opowieści.

„Ja, Daniel Blake”, reż. Ken Loach
Są filmy, które tuż po obejrzeniu wzbudzają tak wiele emocji, że trudno ułożyć sobie myśli w składną wypowiedź i przekazać swój odbiór najpełniej jak by się chciało. Wobec tej „gorącej recenzji”, w dniu polskiej premiery najnowszego dzieła Kena Loacha, mam sporo zastrzeżeń…
Recenzja „Ja, Daniel Blake” (magazyn filmowy Jak się patrzy)
Film „Ja, Daniel Blake”, jak sam tytułowy bohater, nie pozwala nam przejść nad seansem obojętnie. I to jest jego największa wartość – trudny film, na trudne czasy.

„Ostatnia rodzina”, Jan P. Matuszyński
Losy rodziny Beksińskich stwarzały niemalże gotowy scenariusz do ekranizacji, jednak realizacja młodego reżysera zaskoczyła nawet tych, którzy najodważniej przeczuwali, że będzie dobrze.
To była rodzina wyjątkowa. Czy na pewno? Może Beksińscy byli po prostu wybitnymi jednostkami w całkiem zwykłej relacji, jaką wszyscy znamy z doświadczenia? Film debiutującego w pełnym metrażu Jana P. Matuszyńskiego, to portret rodziny. Ilustracja związku ludzi „którzy tak jak się lubią, tak się nie znoszą”. Zdzisław, Tomasz i Zofia – w każdym z nich odnajdziemy cząstkę siebie. Co w nas zostanie po seansie? Mocna refleksja dotycząca tego, czym warto, a czym nie trzeba nadto się przejmować.
Film uważam za kompletny, niemożliwy do wyrzucenia z pamięci i niosący istotne przesłanie, że do czegokolwiek w życiu nie dążymy, powinniśmy postarać się, by być „kimś”. Do nas samych należy wybór z kim i jakimi środkami osiągniemy cel.
Recenzja „Ostatnia rodzina” (magazyn filmowy Jak się patrzy)

Dzielcie się spostrzeżeniami, dotyczącymi wybranych przeze mnie filmów, dodawajcie swoje ulubione, odzywajcie się. 🙂
/ Marta

_____
fot. materiały prasowe dystrybutorów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *