Podsumowanie 92. gali wręczenia Nagród Akademii

Gdy emocje już opadły…

 

Czytajcie, jeżeli nie dość Wam wieści o tym niezbyt znaczącym festynie próżności, jak twierdzą jedni lub nadal potrzebnym dla uczczenia twórców filmowych święcie, co przyznają drudzy. Polskiego dystrybutora tegorocznego najlepszego filmu zalała fala chętnych organizować więcej i więcej seansów, więc chyba wciąż znaczą niemało.
Oto, co najbardziej mi się podobało i co zapamiętam z 92. gali wręczenia Nagród Akademii.
 
💜 Janelle Monáe, która niczym petarda zbudowała radosną atmosferę, otworzyła wieczór, pięknie śpiewając i roznosząc scenę z kolorową bandą nieprzypadkowo wystrojonych tancerzy – check it out!
 
💜 Doniosła, wspaniała karta zapisana w historii tej nagrody przez twórców „Parasite”, a właściwie przez Akademików, których poniosła południowokoreańska, nieokiełznana fala. Czysta radość aktorów filmu sprawia, że chętnie za rok widziałabym, utworzoną na ich cześć, kategorię „najlepsza obsada”. Reakcje uczestników gali, na czele z Tomem Hanksem i Charlize Theron sprawiały, że robiło się cieplej na sercu.
Cztery statuetki wywołały szok nawet w tych, którzy obstawiali najśmielej.
 
💜 Oddzielnie, jednak w związku z powyższym: miny w chwili otwarcia kopert i ochoczo okazywana otwartość przedstawicieli środowiska wobec Joon-ho Bonga, jakie zaprezentowali Diane Keaton (dziko rozentuzjazmowana na wieść, że to oryginalny scenariusz „Parasite” uznano najlepszym), Spike Lee (wręczający nagrodę za reżyserię, zresztą z klasą wysyłając strojem sygnał jak bardzo przeżywa śmierć Kobe’ego Bryanta – laureata Oscara za krótkometrażowy „Dear Basketball”) oraz Jane Fonda (ogłaszająca zwycięzcę w kategorii „najlepszy film”).
 
💜 Znów na temat „Parasite”: naszpikowana emocjami mowa Bonga, skierowana do nominowanych wraz z nim reżyserów, gdy odbierał Oscara w tej kategorii. Scorsese się wzruszył, pół sali się wzruszyło, ja się poryczałam, a nie był to wcale koniec ekscytacji.
Ponadto lubię wszystko, co mówił podczas gali. Łącznie z obrazowymi opisami planów świętowania zaskakującego sukcesu.
💜 „Boże Ciało” bez Oscara. Nie czytam tego jako porażkę polskich twórców. Zwłaszcza, gdy przypomnimy sobie, że w ostatnich latach mieliśmy (rekordowe) cztery nominacje, wcześniej w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”, a w 2020 roku – „najlepszy film międzynarodowy”.
Konkurencja była tym razem piekielnie mocna. Na podstawie wypowiedzi ekipy filmu i ich relacji z LA śmiem twierdzić, że tylko naładowali akumulatory i, po przygodzie życia, z nowymi marzeniami ruszą do tworzenia tak samo dobrych i jeszcze lepszych filmów. Świat wielkiego kina powinien prędko ponownie o nich usłyszeć!
 
💜 Niespodziewany występ Eminema, który (dosłownie) wyrósł spod ziemi i, po świetnym montażu dla uhonorowania piosenek w filmach, wykonał „Lose Yourself”. Ciary. Emocje jeszcze bardziej podbił mi fakt, że był autentycznie przejęty. W 2003 roku, gdy nominowano go do Oscara (za wyżej wymienioną piosenkę z dramatu „8 Mila”), nie przyszedł na galę. Podobno myślał, że nie ma szans i wysłał kumpla, producenta. Wygrali. Życie…
„This opportunity comes once in a lifetime” – na pewno? Szkoda, że nikt ze zgromadzonych nie wykrzyknął: „Won’t the real Slim Shady please stand up?”. Cóż, życie. 😉
 
💜 Powaga Joaquina Phoeniksa, gdy (w „znoszonym” smokingu od Stelli McCartney, w którym odbierał nagrody przez wiele tygodni, robiąc ukłon w stronę debaty o ekologii i zmianach klimatycznych) wygłaszał swoją przemowę, kończąc tym samym całą serię doniosłych „speechy”. Najbardziej składny i skupiony Phoenix od lat. Jeśli nie od zawsze, jak tak sobie prześledzę jego dziękczynne wypowiedzi. Biła od niego aura wielkiego przejęcia i rozedrgania, a jednocześnie – spokoju ducha. Adresował swoje pełne obrazowych porównań słowa do równie skupionych na słuchaniu go wpływowych odbiorców.
Kończąc wypowiedź, zacytował słowa swojego brata Rivera, mówiąc: „When he was 17, my brother wrote this lyric. It said, ‚Run to the rescue with love, and peace will follow.'”
Biorąc pod uwagę karierę Joaquina-aktora, dotychczasowe nominacje są jego niebywałym sukcesem. To, co zrobił u Phillipsa… Jak niesamowicie wykreował Jokera, to dla mnie istny majstersztyk.
 
💜 Wzruszona Laura Dern, z klasą i przesłaniem dla wszystkich dzieci i osób poszukujących autorytetów, dziękująca swoim rodzicom, nestorom w tym biznesie.
 
💜 Eteryczna i silna zarazem Hildur Guðnadóttir, która (jako pierwsza laureatka z Islandii, odbierając wyróżnienie za oryginalną muzykę do „Jokera”) w prostych słowach trafiła do wyobraźni. Wcale nie trzeba było rozbudowanych zabiegów, by podkreślić oczywistą rolę kobiet w świecie i w przemyśle filmowym, a co za tym idzie – wątpliwą troskę Hollywood o kobiety.
 
💜 Liryczna Billie Eilish, śpiewająca evergreen „Yesterday” w segmencie „In Memoriam”. Przy okazji udowodniła, że faktycznie może się świetnie sprawdzić w piosence przewodniej nowego Bonda („No Time To Die”).
 
💜 Pary prezenterów, które skradły moje serce: niewybredni Diane Keaton i Keanu Reeves; autoironiczni James Corden i Rebel Wilson w kocich kombinezonach, na kompletnym luzie; Steve Martin i Chris Rock, bez ogródek kręcący bekę z obecnego na widowni Jeffa Bezosa.
A przede wszystkim: super dowcipnie prezentujące swoje talenty Maya Rudolph i Kristen Wiig. Może to one poprowadziłyby galę za rok? Tak bym to widziała, bo jestem z tych, którym rezygnacja z gospodarza wieczoru jakoś nie leży.

💜 Renée Zellweger, która swoją stylizacją (w sukni Armani Privé) postawiła kropkę nad i. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę wszystkie gale, była najpiękniej ubraną gwiazdą sezonu. Ale to już małostkowa uwaga, dodatek.
 
Niby takie przewidywalne to tegoroczne rozdanie, a jednak emocje rosły, im bliżej było finału. „Parasite” rozbił bank. Nie odważę się stwierdzić czy to rzeczywisty i ożywczy przełom, czy jednak tylko (chlubny) wybryk dotąd skostniałej, mimo globalnych zmian, instytucji. Czy od dziś Akademicy będą z większym krytycyzmem studiować panoramę kina, chętniej odcinając pępowinę łączącą gwiaździsty sztandar z nierzadko dość prymitywnym wydźwiękiem własnych produkcji?
Dyskusja na temat wagi Oscarów oraz całego szumu wokół nich rokrocznie się powtarza i będzie się powtarzała. O czym niby, prócz wartości poszczególnych filmów, mielibyśmy rozprawiać?
Można na przykład czasem, nawet w samotności, zapętlać sobie tę odpowiedź południowokoreańskiego artysty:

Takich dziwaków nam trzeba!

_____
fot. Frederic J. Brown/AFP – Joon-ho Bong

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *